-Mamusiu gdzie jeśt Ananaś?-zapytała tym swoim słodkim głosikiem.
-Chodź skarbie poszukamy go.-uśmiechnęłam się do trzylatki.Gdy znaleźliśmy tego ślicznego kociaka trzeba było zbierać się na stadion.
-Tiak!-pisnęła zadowolona.Ubrałam ją w leginsy a'la zebra i czarną dłuższą bluzkę,czerwone vans'y i czerwonego full cap'a.A sama założyłam białą bokserkę,bordowe rurki,czerwone trampki i jeansową kurteczkę.Musiałyśmy wziąć ze sobą tego szalonego kota. Gdy dotarłyśmy na stadion minęłyśmy się z kilkoma członkami BVB. Wchodząc na murawę chłopaki jak zawsze strasznie się wygłupiali.
-Lizzy!-uradowali się chłopaki.
-No siema,siema.-uśmiechnęłam się.
-Wujek Leo!- krzyknęła uradowana Riki.Gdy chłopaki ją dostrzegli w dodatku z Ananasem na rączkach to myślałam że zrobią jej krzywdę.
-Ej nie zabijcie mi mojej ukochanej córeczki.-zaśmiałam się a gdy mała to usłyszała przytuliła się słodko do moich nóg.
-Riki co robi Ananas?-spytał Xavi.
-Pika,pika-wyszczerzyła się mała.-Gjamy w piłkę?-zapytała po chwili.Chłopaki chętnie się zgodzili i zaczęli grać krótki meczyk.Gdy tylko mała była przy piłce ja usiadłam obok Leo który wyjątkowo dzisiaj nie grał.
-Reus i Goetze tutaj są.-odparł lekko zdenerwowany.
-CO?-pisnęłam przerażona.
-Za jakieś 15 minut wejdą na stadion jak nie wcześniej bo gramy z nimi towarzyski.-odparł po chwili.
-CO? Dlaczego mi nie powiedzieliście wcześniej.?-krzyknęłam zdenerwowana.
-Reus jest ojcem i powinien o tym wiedzieć,a ty nie możesz wiecznie uciekać.-odparła opanowanym głosem.Pokiwałam głową nie dowierzając wzięłam Riki za rączkę a kota schowałam do torebki po czym skierowaliśmy się w stronę wyjścia...